środa, 7 września 2011

śpij spokojnie świecie mój...

Przedwczoraj ktoś uświadomił mi jaka to jestem nudna, jak bardzo marnuję swój wolny czas... Wczoraj próbowałam się uczyć, jednak zrobiłam coś (wg mnie) bardziej pożytecznego. Natomiast dziś, inna osoba, uświadomiła mi, że znajomości na odległość są do duszy. Mimo, że nikt tego głośno nie powiedział, tak czuję.

Czy warto ciągnąć znajomość, w której nie można ot tak sobie, wpaść do kogoś z butelką taniego wina, wyciągnąć na spacer, po prostu, najzwyczajniej w świecie pogadać? Internet i kamerka to dla mnie mało... za mało.
Ja potrzebuję relacji face to face, dopiero wtedy czuję się dobrze.

Z drugiej zaś strony zastanawiam się, czy warto przenosić tę znajomość na inny tor? Co będzie, jeśli za bardzo się polubimy? Albo, jeśli wręcz przeciwnie, nie przypadniemy sobie do gustu?

Bez przerwy zadaję sobie jakieś pytania, na które nie znam odpowiedzi.


Męczy mnie to... a jest to tylko kilka zdań wypisanych, reszta kłębi się w mej łepetynie i pewnie nic z nimi nie zrobię, znając życie.
Boże, dlaczego tak mi źle we własnym ciele?!

Detox. Zrobię sobie kilkudniowy (min. 2 dniowy) detox. Od gg, od smsów, od niego.
Chyba, że zadzwoni, wtedy odbiorę. Ale...szczerze w to wątpię.

wtorek, 16 sierpnia 2011

"wszystko na świecie jest możliwe, wszystko się zmienia z dnia na dzień.."

Doskwiera mi samotność. Tak, właśnie zdałam sobie z tego sprawę i nie wstydzę się przyznać.
Dawno temu pewna osoba powiedziała mi, że nie każdemu pisane jest mieć rodzinę, dzieci - niektórzy żyją w samotności. Zawsze byłam pewna, że mnie to nie dotyczy, że chodzi o kogoś innego. Teraz jednak, kiedy siedzę sama w swoich czterech ścianach, w towarzystwie muzyki (ponoć najlepszej kochanki), zastanawiam się, czy aby na pewno? Czy jestem poza tym? W tej chwili jestem pewna, że owe zdanie przypisane jest do mnie i pasuje lepiej, niż do kogokolwiek innego.
Nie ukrywam też, że mam nadzieję, że to tylko taki chwilowy dołek mnie dopadł, że już jutro zmienię sposób postrzegania własnej samotności, bądź jej braku.
Oby...

sobota, 13 sierpnia 2011

bo gdzie tak jak tu kapryśnie kosmacą się myśli?

Od kilku dni zaczęłam logować się na pewnym czacie. Mnóstwo różnych ludzi w różnym wieku, niektórzy z kamerkami. Jest to pewna imitacja rozmowy, tym bardziej, że umożliwia obserwację mimiki twarzy osoby po drugiej stronie monitora. Obcej osoby, z którą zgodziło się "porozmawiać". Mowę zastępują słowa pisane.
Można tam spotkać naprawdę różnych ludzi, począwszy od zboczeńców, którzy chcą się zabawić erotycznie, poprzez małolatów szukających niewiadomoczego, kończąc na, wydawać by się mogło, normalnych ludziach, którzy wg mnie zupełnie tam nie pasują. Zdaję sobie sprawę, że logując się na danym czacie i ja, wg moich słów, nie powinnam uważać się za normalną. Jednak jest wręcz przeciwnie. Nie interesują mnie sex-przygody, szukałam najzwyczajniejszej rozmowy. Znalazłam.

Skupiając się na ostatniej przeze mnie wymienionej grupie, tj normalnych ludziach, zastanawiam się, po co oni to robią? Nie układa im się w małżeństwach, dobija ich niekończąca się samotność, poszukiwania swej wymarzonej drugiej połowy, czy co jeszcze?

Poznałam tam pewnego mężczyznę. Poznałam, to chyba za mocne słowo. Popisałam z nim na różne tematy (zero erotyki!), widziałam jego twarz, uśmiech. Przyznać mogę, że polubiłam go już po kilku wymienionych nawzajem zdaniach. Kolejnego dnia ponownie chciał się ze mną "widzieć", jednak tylko w nocy, kiedy żona już śpi. I ponownie pytam - co taka osoba robi w nocy na czacie?! Czy nie powinna spać przy swej drugiej połówce, z którą połączona jest węzłem małżeńskim? Jakże świętym sakramentem. Mają córeczkę. Małą.
Lubię go, flirtujemy, ale...co mam o tym wszystkim myśleć?

Nie czuję się z tym źle, nie mam wyrzutów sumienia, bo to tylko rozmowa. Imitacja rozmowy, słowa wypowiadane w czyimś kierunku. Co się jednak stanie jeśli posuniemy się dalej? Na początek pewnie spotkanie przy piwie... może jakiś spacer. I co dalej? Aż boję się pomyśleć co mogłoby się stać. Inaczej jest flirtować z osobą wolną, bez większych zobowiązań. Związek małżeński, to dla mnie coś więcej - nie wychodzi się za pierwszą lepszą osobę, tylko za tą, z którą wiąże się plany na przyszłość, którą się kocha. Mnie natomiast nie interesuje rozbijanie żadnych, powtarzam żadnych [!], małżeństw. Tym bardziej tych, w których pojawiły się dzieci. Co to, to nie.

Jest godzina siedemnasta, a ja o nim myślę. Nie zastanawiam się co robi, gdzie jest. Myślę o tym, jak fajnie uśmiecha, jakim jest wartościowym człowiekiem, że mógłby być zajebistym kumplem. Przyznam, że trochę boję się tego, że mogę coraz bardziej go lubić i lubić... Chcieć spędzać z nim więcej czasu i to nie tylko na czacie. Obawiam się tego. Jednak nie zamierzam rezygnować z tej znajomości, na razie nie. Zobaczymy jak potoczy się ona dalej.
Poczekam, dam czasowi czas. Przecież, co ma być, to będzie , prawda?