Przedwczoraj ktoś uświadomił mi jaka to jestem nudna, jak bardzo marnuję swój wolny czas... Wczoraj próbowałam się uczyć, jednak zrobiłam coś (wg mnie) bardziej pożytecznego. Natomiast dziś, inna osoba, uświadomiła mi, że znajomości na odległość są do duszy. Mimo, że nikt tego głośno nie powiedział, tak czuję.
Czy warto ciągnąć znajomość, w której nie można ot tak sobie, wpaść do kogoś z butelką taniego wina, wyciągnąć na spacer, po prostu, najzwyczajniej w świecie pogadać? Internet i kamerka to dla mnie mało... za mało.
Ja potrzebuję relacji face to face, dopiero wtedy czuję się dobrze.
Z drugiej zaś strony zastanawiam się, czy warto przenosić tę znajomość na inny tor? Co będzie, jeśli za bardzo się polubimy? Albo, jeśli wręcz przeciwnie, nie przypadniemy sobie do gustu?
Bez przerwy zadaję sobie jakieś pytania, na które nie znam odpowiedzi.
Męczy mnie to... a jest to tylko kilka zdań wypisanych, reszta kłębi się w mej łepetynie i pewnie nic z nimi nie zrobię, znając życie.
Boże, dlaczego tak mi źle we własnym ciele?!
Detox. Zrobię sobie kilkudniowy (min. 2 dniowy) detox. Od gg, od smsów, od niego.
Chyba, że zadzwoni, wtedy odbiorę. Ale...szczerze w to wątpię.
środa, 7 września 2011
wtorek, 16 sierpnia 2011
"wszystko na świecie jest możliwe, wszystko się zmienia z dnia na dzień.."
Doskwiera mi samotność. Tak, właśnie zdałam sobie z tego sprawę i nie wstydzę się przyznać.
Dawno temu pewna osoba powiedziała mi, że nie każdemu pisane jest mieć rodzinę, dzieci - niektórzy żyją w samotności. Zawsze byłam pewna, że mnie to nie dotyczy, że chodzi o kogoś innego. Teraz jednak, kiedy siedzę sama w swoich czterech ścianach, w towarzystwie muzyki (ponoć najlepszej kochanki), zastanawiam się, czy aby na pewno? Czy jestem poza tym? W tej chwili jestem pewna, że owe zdanie przypisane jest do mnie i pasuje lepiej, niż do kogokolwiek innego.
Nie ukrywam też, że mam nadzieję, że to tylko taki chwilowy dołek mnie dopadł, że już jutro zmienię sposób postrzegania własnej samotności, bądź jej braku.
Oby...
Dawno temu pewna osoba powiedziała mi, że nie każdemu pisane jest mieć rodzinę, dzieci - niektórzy żyją w samotności. Zawsze byłam pewna, że mnie to nie dotyczy, że chodzi o kogoś innego. Teraz jednak, kiedy siedzę sama w swoich czterech ścianach, w towarzystwie muzyki (ponoć najlepszej kochanki), zastanawiam się, czy aby na pewno? Czy jestem poza tym? W tej chwili jestem pewna, że owe zdanie przypisane jest do mnie i pasuje lepiej, niż do kogokolwiek innego.
Nie ukrywam też, że mam nadzieję, że to tylko taki chwilowy dołek mnie dopadł, że już jutro zmienię sposób postrzegania własnej samotności, bądź jej braku.
Oby...
sobota, 13 sierpnia 2011
bo gdzie tak jak tu kapryśnie kosmacą się myśli?
Od kilku dni zaczęłam logować się na pewnym czacie. Mnóstwo różnych ludzi w różnym wieku, niektórzy z kamerkami. Jest to pewna imitacja rozmowy, tym bardziej, że umożliwia obserwację mimiki twarzy osoby po drugiej stronie monitora. Obcej osoby, z którą zgodziło się "porozmawiać". Mowę zastępują słowa pisane.
Można tam spotkać naprawdę różnych ludzi, począwszy od zboczeńców, którzy chcą się zabawić erotycznie, poprzez małolatów szukających niewiadomoczego, kończąc na, wydawać by się mogło, normalnych ludziach, którzy wg mnie zupełnie tam nie pasują. Zdaję sobie sprawę, że logując się na danym czacie i ja, wg moich słów, nie powinnam uważać się za normalną. Jednak jest wręcz przeciwnie. Nie interesują mnie sex-przygody, szukałam najzwyczajniejszej rozmowy. Znalazłam.
Skupiając się na ostatniej przeze mnie wymienionej grupie, tj normalnych ludziach, zastanawiam się, po co oni to robią? Nie układa im się w małżeństwach, dobija ich niekończąca się samotność, poszukiwania swej wymarzonej drugiej połowy, czy co jeszcze?
Poznałam tam pewnego mężczyznę. Poznałam, to chyba za mocne słowo. Popisałam z nim na różne tematy (zero erotyki!), widziałam jego twarz, uśmiech. Przyznać mogę, że polubiłam go już po kilku wymienionych nawzajem zdaniach. Kolejnego dnia ponownie chciał się ze mną "widzieć", jednak tylko w nocy, kiedy żona już śpi. I ponownie pytam - co taka osoba robi w nocy na czacie?! Czy nie powinna spać przy swej drugiej połówce, z którą połączona jest węzłem małżeńskim? Jakże świętym sakramentem. Mają córeczkę. Małą.
Lubię go, flirtujemy, ale...co mam o tym wszystkim myśleć?
Nie czuję się z tym źle, nie mam wyrzutów sumienia, bo to tylko rozmowa. Imitacja rozmowy, słowa wypowiadane w czyimś kierunku. Co się jednak stanie jeśli posuniemy się dalej? Na początek pewnie spotkanie przy piwie... może jakiś spacer. I co dalej? Aż boję się pomyśleć co mogłoby się stać. Inaczej jest flirtować z osobą wolną, bez większych zobowiązań. Związek małżeński, to dla mnie coś więcej - nie wychodzi się za pierwszą lepszą osobę, tylko za tą, z którą wiąże się plany na przyszłość, którą się kocha. Mnie natomiast nie interesuje rozbijanie żadnych, powtarzam żadnych [!], małżeństw. Tym bardziej tych, w których pojawiły się dzieci. Co to, to nie.
Jest godzina siedemnasta, a ja o nim myślę. Nie zastanawiam się co robi, gdzie jest. Myślę o tym, jak fajnie uśmiecha, jakim jest wartościowym człowiekiem, że mógłby być zajebistym kumplem. Przyznam, że trochę boję się tego, że mogę coraz bardziej go lubić i lubić... Chcieć spędzać z nim więcej czasu i to nie tylko na czacie. Obawiam się tego. Jednak nie zamierzam rezygnować z tej znajomości, na razie nie. Zobaczymy jak potoczy się ona dalej.
Poczekam, dam czasowi czas. Przecież, co ma być, to będzie , prawda?
Można tam spotkać naprawdę różnych ludzi, począwszy od zboczeńców, którzy chcą się zabawić erotycznie, poprzez małolatów szukających niewiadomoczego, kończąc na, wydawać by się mogło, normalnych ludziach, którzy wg mnie zupełnie tam nie pasują. Zdaję sobie sprawę, że logując się na danym czacie i ja, wg moich słów, nie powinnam uważać się za normalną. Jednak jest wręcz przeciwnie. Nie interesują mnie sex-przygody, szukałam najzwyczajniejszej rozmowy. Znalazłam.
Skupiając się na ostatniej przeze mnie wymienionej grupie, tj normalnych ludziach, zastanawiam się, po co oni to robią? Nie układa im się w małżeństwach, dobija ich niekończąca się samotność, poszukiwania swej wymarzonej drugiej połowy, czy co jeszcze?
Poznałam tam pewnego mężczyznę. Poznałam, to chyba za mocne słowo. Popisałam z nim na różne tematy (zero erotyki!), widziałam jego twarz, uśmiech. Przyznać mogę, że polubiłam go już po kilku wymienionych nawzajem zdaniach. Kolejnego dnia ponownie chciał się ze mną "widzieć", jednak tylko w nocy, kiedy żona już śpi. I ponownie pytam - co taka osoba robi w nocy na czacie?! Czy nie powinna spać przy swej drugiej połówce, z którą połączona jest węzłem małżeńskim? Jakże świętym sakramentem. Mają córeczkę. Małą.
Lubię go, flirtujemy, ale...co mam o tym wszystkim myśleć?
Nie czuję się z tym źle, nie mam wyrzutów sumienia, bo to tylko rozmowa. Imitacja rozmowy, słowa wypowiadane w czyimś kierunku. Co się jednak stanie jeśli posuniemy się dalej? Na początek pewnie spotkanie przy piwie... może jakiś spacer. I co dalej? Aż boję się pomyśleć co mogłoby się stać. Inaczej jest flirtować z osobą wolną, bez większych zobowiązań. Związek małżeński, to dla mnie coś więcej - nie wychodzi się za pierwszą lepszą osobę, tylko za tą, z którą wiąże się plany na przyszłość, którą się kocha. Mnie natomiast nie interesuje rozbijanie żadnych, powtarzam żadnych [!], małżeństw. Tym bardziej tych, w których pojawiły się dzieci. Co to, to nie.
Jest godzina siedemnasta, a ja o nim myślę. Nie zastanawiam się co robi, gdzie jest. Myślę o tym, jak fajnie uśmiecha, jakim jest wartościowym człowiekiem, że mógłby być zajebistym kumplem. Przyznam, że trochę boję się tego, że mogę coraz bardziej go lubić i lubić... Chcieć spędzać z nim więcej czasu i to nie tylko na czacie. Obawiam się tego. Jednak nie zamierzam rezygnować z tej znajomości, na razie nie. Zobaczymy jak potoczy się ona dalej.
Poczekam, dam czasowi czas. Przecież, co ma być, to będzie , prawda?
czwartek, 29 października 2009
"Przyjaciel potrzebny od zaraz..."
Chyba śmiało mogę rzec, iż mam przyjaciela. Odmiennej płci. I niech nikt nie próbuje wmówić mi, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje!
Jest zawsze, kiedy trzeba i pomaga...
Jest zawsze, kiedy trzeba i pomaga...
'jeśli go spotkam, to poderwę go dla Ciebie'
haha :) taki sobie żarcik, ale jakże zabawny.
Ponury uświadomił mi, że trzeba olewać swoje wątpliwości, walczyć o to, na czym nam zależy i iść przed siebie z podniesionym czołem.
a co ma być, to będzie.
czekam z niecierpliwością.
nawet jeśli miałoby to oznaczać łzy.
Ponury uświadomił mi, że trzeba olewać swoje wątpliwości, walczyć o to, na czym nam zależy i iść przed siebie z podniesionym czołem.
a co ma być, to będzie.
czekam z niecierpliwością.
nawet jeśli miałoby to oznaczać łzy.
niedziela, 25 października 2009
"gdy na wewnętrznej stronie powiek, przed snem wyświetlasz obrazy..."
Wzrok co chwila zwracany w stronę wyświetlacza telefonu komórkowego... a tam nic. Żadnego połączenia nieodebranego, żadnej nowej wiadomości, na które czekam.
Czuję się jak kochanka, o których ostatnio czytałam. Bo przecież On nie napisze, kiedy jest z nią. A ja czekam. Głupota. Totalna głupota!
Jak długo można czekać na coś, co może nigdy nie nadejść? Życie na czekanie? - nie dla mnie!
Lubi do mnie pisać, ale robi to w nocy, kiedy jej nie ma przy boku. A kiedy jest przy niej, to co...? Nie myśli o mnie w ogóle? Tego nie wiem. Być może myśli, ale co z tego, skoro jest z nią?
Czy ja rozbijam czyjś związek?
Nie wiem... nie wiem co dalej. Nie chcę całe życie na coś/kogoś czekać. Nie chcę też znowu o kimś zapominać...
Ech, wina bym się napiła i zapomniała, chociaż na chwilę.
Czuję się jak kochanka, o których ostatnio czytałam. Bo przecież On nie napisze, kiedy jest z nią. A ja czekam. Głupota. Totalna głupota!
Jak długo można czekać na coś, co może nigdy nie nadejść? Życie na czekanie? - nie dla mnie!
Lubi do mnie pisać, ale robi to w nocy, kiedy jej nie ma przy boku. A kiedy jest przy niej, to co...? Nie myśli o mnie w ogóle? Tego nie wiem. Być może myśli, ale co z tego, skoro jest z nią?
Czy ja rozbijam czyjś związek?
Nie wiem... nie wiem co dalej. Nie chcę całe życie na coś/kogoś czekać. Nie chcę też znowu o kimś zapominać...
Ech, wina bym się napiła i zapomniała, chociaż na chwilę.
Czasem nie wiesz co tracisz aż do momentu kiedy możesz tego dotknąć.
Czasem nie możesz zobaczyć jakie coś jest piękne aż do momentu kiedy to cofnie się do światła.
Czasem żałujesz miłości, której o mało co nie straciłeś.
Ale kiedy poszukujesz piękna, marz.
piątek, 24 lipca 2009
"...i choć przez wielu jest kochana, to przez życie idzie sama..."
Czuję się dennie.. Cholernie dennie - to chyba bardziej opisuje mój stan w ty momencie.
Siedzę i zastanawiam się, co ja tu robię, po co żyję, dlaczego staram się obracać w nieodpowiednim dla siebie towarzystwie? Ciężko mi to wszystko zrozumieć, jeszcze ciężej przejść przez to bez emocji i uczuć, które ostatnio znów się nasilają. Nie chcę czuć już niczego!
Może teraz troszeczkę o czymś innym.
Wczorajszy dzień okazał się dla mnie niezwykłym. Spotkałam osobę, której w ogóle nie spodziewałam się spotkać i nawet nie wyobrażałam sobie, że komukolwiek będę w stanie tak pomóc... Wczoraj poczułam, że jestem potrzebna. Nic wielkiego nie zrobiłam, po prostu byłam, wysłuchałam, wyraziłam własne zdanie, powspominaliśmy TYCH ważnych, zapaliliśmy światełko na cmentarzu, posłuchaliśmy muzyki. Po prostu pogadaliśmy. Po raz pierwszy w życiu, ale jakie to było niezwykłe. Siedziałam z praktycznie obcym facetem w samochodzie, a czułam się, jakbym go znała od zawsze.
Nazwał mnie swoją siostrą - to tak wiele dla mnie znaczy. On zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że mojego Braciszka nigdy mi nie zastąpi, (ponieważ TAKICH LUDZI nie da się nawet naśladować, można brać z nich przykład, uczyć się od nich, nic poza tym) mimo to cieszę się, że mogę być jego siostrą. To właśnie on uświadomił mi, jak bardzo ważni są dla nas najbliżsi... Spytał, kiedy ostatni raz powiedziałam rodzicom, że ich kocham? To straszne, ale nie pamiętam takiej sytuacji, chyba nigdy. Czas to zmienić. Obiecałam mu, że to zrobię, jednak na razie brakuje mi odwagi. Wiem, głupota - jednak tak właśnie czuję. Boję się, mimo, że nie powinnam...
Chciałabym, żeby wszystko poukładało się w tej Anglii, żeby Monika zrozumiała, nie odrzucała miłości. By można wszystko od nowa zbudować... przede wszystkim zaufanie.
Siedzę i zastanawiam się, co ja tu robię, po co żyję, dlaczego staram się obracać w nieodpowiednim dla siebie towarzystwie? Ciężko mi to wszystko zrozumieć, jeszcze ciężej przejść przez to bez emocji i uczuć, które ostatnio znów się nasilają. Nie chcę czuć już niczego!
Może teraz troszeczkę o czymś innym.
Wczorajszy dzień okazał się dla mnie niezwykłym. Spotkałam osobę, której w ogóle nie spodziewałam się spotkać i nawet nie wyobrażałam sobie, że komukolwiek będę w stanie tak pomóc... Wczoraj poczułam, że jestem potrzebna. Nic wielkiego nie zrobiłam, po prostu byłam, wysłuchałam, wyraziłam własne zdanie, powspominaliśmy TYCH ważnych, zapaliliśmy światełko na cmentarzu, posłuchaliśmy muzyki. Po prostu pogadaliśmy. Po raz pierwszy w życiu, ale jakie to było niezwykłe. Siedziałam z praktycznie obcym facetem w samochodzie, a czułam się, jakbym go znała od zawsze.
Nazwał mnie swoją siostrą - to tak wiele dla mnie znaczy. On zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że mojego Braciszka nigdy mi nie zastąpi, (ponieważ TAKICH LUDZI nie da się nawet naśladować, można brać z nich przykład, uczyć się od nich, nic poza tym) mimo to cieszę się, że mogę być jego siostrą. To właśnie on uświadomił mi, jak bardzo ważni są dla nas najbliżsi... Spytał, kiedy ostatni raz powiedziałam rodzicom, że ich kocham? To straszne, ale nie pamiętam takiej sytuacji, chyba nigdy. Czas to zmienić. Obiecałam mu, że to zrobię, jednak na razie brakuje mi odwagi. Wiem, głupota - jednak tak właśnie czuję. Boję się, mimo, że nie powinnam...
Chciałabym, żeby wszystko poukładało się w tej Anglii, żeby Monika zrozumiała, nie odrzucała miłości. By można wszystko od nowa zbudować... przede wszystkim zaufanie.
Poprosił o pomoc i pojawiłam się ja. Niesamowite.
Mamo, Tato, kocham Was!
poniedziałek, 13 lipca 2009
do zakochania jeden krok, jeden jedyny krok nic wiecej...
Zakochałam się. Zakochałam się. Zakochałam się! :)
Wczoraj. Na koncercie. Jeszcze nigdy wcześniej nie byłam na TAKIM koncercie. Są wspaniali.. i ta muza. Zakochałam się w niej.
Koncert najlepszy ze wszystkich w moim dotychczasowym życiu... Wybawiłam się jak nigdy z nikim. I byli wszyscy, najlepsi :)
Ja chcę płytę, której tak naprawdę jeszcze nie ma, a ja już ją chcę. I chcę słuchać na okrągło, bo jest to muzyka, którą kocham.
Już nie mogę doczekać się kolejnego koncertu... i Jego też :)
Wczoraj. Na koncercie. Jeszcze nigdy wcześniej nie byłam na TAKIM koncercie. Są wspaniali.. i ta muza. Zakochałam się w niej.
Koncert najlepszy ze wszystkich w moim dotychczasowym życiu... Wybawiłam się jak nigdy z nikim. I byli wszyscy, najlepsi :)
Ja chcę płytę, której tak naprawdę jeszcze nie ma, a ja już ją chcę. I chcę słuchać na okrągło, bo jest to muzyka, którą kocham.
Już nie mogę doczekać się kolejnego koncertu... i Jego też :)
piątek, 10 lipca 2009
a więc chodź, przytul mnie... albo odejdź i przebacz...
Kolejny dzień, kolejne szanse. Odnoszę wrażenie, że moje szansy już minęły, niewykorzystane. Przeszły sobie spokojnie obok mnie, a ja nie zrobiłam nic, by cokolwiek zmienić w swoim życiu. By w jakikolwiek sposób zawalczyć...
Ostatnio wszystko kręci się wokół Niego. Tak, znowu to samo... Ale od dziś koniec! Postanawiam sobie, że będę silna, odsunę Go od siebie jak najdalej. I nie będę myślała. Po tym, co wczoraj przeczytałam, tak właśnie postąpić powinnam.
Bo jeśli facet podrywa wszystko co się rusza i ma cycki, to nie jest odpowiedni dla mnie. Mogę być pierwszą, mogę być ostatnią, ale na pewno nie jedną z wielu! To już drugi TAKI TYP w moim życiu... drugi w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy. Co to oznacza? Że tylko takich przyciągam...? Chciałabym się mylić, tak bardzo bym chciała.
Ostatnio wszystko kręci się wokół Niego. Tak, znowu to samo... Ale od dziś koniec! Postanawiam sobie, że będę silna, odsunę Go od siebie jak najdalej. I nie będę myślała. Po tym, co wczoraj przeczytałam, tak właśnie postąpić powinnam.
Bo jeśli facet podrywa wszystko co się rusza i ma cycki, to nie jest odpowiedni dla mnie. Mogę być pierwszą, mogę być ostatnią, ale na pewno nie jedną z wielu! To już drugi TAKI TYP w moim życiu... drugi w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy. Co to oznacza? Że tylko takich przyciągam...? Chciałabym się mylić, tak bardzo bym chciała.
(ale z drugiej strony, cieszę się bardzo, że wtedy nie uległam)
to dzięki Niemu uwielbiam las nocą.
wtorek, 7 lipca 2009
oooł jee-eee, chcę Ci powiedzieć I love you, I love you, I love you, I love you...
Ech, ci faceci...
Doszłam do wniosku, że mam potwornego pecha w tych sprawach. Damsko-męskich, oczywiście.
Jeden, najważniejszy dla mnie mężczyzna olał mnie... Może nie do końca olał, po prostu nie ma Go w moim zasięgu, czyli na jedno wychodzi. Drugi, okazał się skurwielem - ściemnia do wszystkich lasek i najgorsze w nim jest to, że my się, do cholery, znamy! Mi to przeszkadza, nie wiem jak innym laseczkom, nie rozmawiałam z nimi akurat o tym. Skurwiel, no. Nie pozostaje nic innego, jak rozkochać go w sobie i porzucić... Żeby choć raz, ktoś jego, a nie jak zawsze, on kogoś... Być może wtedy dotrze do niego, że rani osoby, może uda mu się wyciągnąć jakieś wnioski, bo głupi nie jest. Inteligentny nawet, powiedziałabym. Trzeci natomiast, który miał być moim tzw planem B, znalazł sobie jakąś laskę. Bawi mnie to, bo ona nosi różowe bluzki. Wiem wiem, nie ocenia się ludzi po wyglądzie, zapewne ma piękne wnętrze albo coś, ale pośmiać się mogę. Chyba nic innego mi nie pozostało. (i okazało się, że ją znam - o kurwa!)
No i cóż teraz począć mam?
Wydaje mi się, że znalazłam wspaniałego przyjaciela. Tego było mi trzeba. Ale faceta też chcę... Mówi się, że kiedy przestaje się szukać miłości, ona sama nas znajduje - miałam tak ze dwa razy, ale czy aby na pewno to prawda? Chciałabym, aby mnie w końcu znalazła... Bo ja kocham kochać!
Tęsknię za kimś, kto mógłby zająć to najważniejsze miejsce w moim świecie, w moim serduchu. Kto byłby mimo wszystko, bezinteresownie, z miłości. Czy ktoś taki w ogóle istnieje? Coraz częściej zaczynam mieć wątpliwości...
Doszłam do wniosku, że mam potwornego pecha w tych sprawach. Damsko-męskich, oczywiście.
Jeden, najważniejszy dla mnie mężczyzna olał mnie... Może nie do końca olał, po prostu nie ma Go w moim zasięgu, czyli na jedno wychodzi. Drugi, okazał się skurwielem - ściemnia do wszystkich lasek i najgorsze w nim jest to, że my się, do cholery, znamy! Mi to przeszkadza, nie wiem jak innym laseczkom, nie rozmawiałam z nimi akurat o tym. Skurwiel, no. Nie pozostaje nic innego, jak rozkochać go w sobie i porzucić... Żeby choć raz, ktoś jego, a nie jak zawsze, on kogoś... Być może wtedy dotrze do niego, że rani osoby, może uda mu się wyciągnąć jakieś wnioski, bo głupi nie jest. Inteligentny nawet, powiedziałabym. Trzeci natomiast, który miał być moim tzw planem B, znalazł sobie jakąś laskę. Bawi mnie to, bo ona nosi różowe bluzki. Wiem wiem, nie ocenia się ludzi po wyglądzie, zapewne ma piękne wnętrze albo coś, ale pośmiać się mogę. Chyba nic innego mi nie pozostało. (i okazało się, że ją znam - o kurwa!)
No i cóż teraz począć mam?
Wydaje mi się, że znalazłam wspaniałego przyjaciela. Tego było mi trzeba. Ale faceta też chcę... Mówi się, że kiedy przestaje się szukać miłości, ona sama nas znajduje - miałam tak ze dwa razy, ale czy aby na pewno to prawda? Chciałabym, aby mnie w końcu znalazła... Bo ja kocham kochać!
Tęsknię za kimś, kto mógłby zająć to najważniejsze miejsce w moim świecie, w moim serduchu. Kto byłby mimo wszystko, bezinteresownie, z miłości. Czy ktoś taki w ogóle istnieje? Coraz częściej zaczynam mieć wątpliwości...
czwartek, 25 czerwca 2009
...bo ja to bym chciała, proszę pana, tak po prostu się zakochać.
...bo ja to bym chciała, proszę pana, tak po prostu się zakochać.
Tak, to prawda. Zakochać się, bez większego ALE. Gdyby tylko było w kim...
I żeby później nie było trzeba się wściekać i być zazdrosną. Żeby też on nie robił scen zazdrości. Żeby był, słuchał, spacerował ze mną i rozmawiał. Nie musi słuchać takiej samej muzyki jak ja (niech sobie nawet słucha hip hopu), nie musi umieć grać na gitarze, ani chodzić w glanach. Nie musi być strażakiem, ani mieć tego czegoś, czego wszyscy szukają, a czego nikt nie potrafi nazwać. Tego, co miał tamten. Nie musi. Jednak niech stara się rozumieć, po prostu być. Kochać.
Jest jeden warunek - musi kochać psy! Bo chcę sobie kiedyś kupić psa :)
I żeby później nie było trzeba się wściekać i być zazdrosną. Żeby też on nie robił scen zazdrości. Żeby był, słuchał, spacerował ze mną i rozmawiał. Nie musi słuchać takiej samej muzyki jak ja (niech sobie nawet słucha hip hopu), nie musi umieć grać na gitarze, ani chodzić w glanach. Nie musi być strażakiem, ani mieć tego czegoś, czego wszyscy szukają, a czego nikt nie potrafi nazwać. Tego, co miał tamten. Nie musi. Jednak niech stara się rozumieć, po prostu być. Kochać.
Jest jeden warunek - musi kochać psy! Bo chcę sobie kiedyś kupić psa :)
Chyba nie wymagam zbyt wiele, prawda?
wtorek, 23 czerwca 2009
czasem jest tak, że się czeka. nawet, gdy doskonale zdajemy sobie sprawę, że to bezcelowe i bez sensu.
Ostatni czas był pełen pozytywnych emocji i rozczarowań zarazem. I to nie z powodu moich zmiennych nastrojów, ponieważ takowych nie posiadam. W ciągu jednego dnia zaczęło się moje macierzyństwo pewnej młodej damy, dowiedziałam się też, że wylatuję na wakacje, po czym jeszcze tego samego dnia okazało się, że jednak z lotu nici. Humor miałam delikatnie mówiąc zjebany. Chyba nie ma się co dziwić.
Wracając do macierzyństwa... chyba nikt, nigdy tak szybko jak ja, nie został matką :) Dowiedzieć się o tym kilka godzin przed...? Oczywiście zgodziłam się, czego nie żałuję.
Dzięki temu mojemu 'nielotowi', mogę zrealizować plany na nadchodzący lipiec. Pojadę gdzie chciałam, a nawet tam, gdzie nie planowałam, co nie znaczy, że nie chciałam ;) Zrobię to, na co będę miała ochotę i w końcu mam czas na rysunek i malowanie. Z tego cieszę się niemniej niż z pozostałych rzeczy.
Telefon oczywiście milczy... Właśnie teraz, kiedy tak bardzo chciałabym, by zadzwonił. Właśnie teraz... Gdy tak bardzo tego potrzebuję. Jednak na to nie mam już wpływu. Ktoś tak chciał, niech więc tak będzie. Kiedyś to zrozumiem, kiedyś... ale jeszcze nie teraz.
aaa i image zmieniłam :) nadal jestem ruda, ale trochę krótsza!
Wracając do macierzyństwa... chyba nikt, nigdy tak szybko jak ja, nie został matką :) Dowiedzieć się o tym kilka godzin przed...? Oczywiście zgodziłam się, czego nie żałuję.
Dzięki temu mojemu 'nielotowi', mogę zrealizować plany na nadchodzący lipiec. Pojadę gdzie chciałam, a nawet tam, gdzie nie planowałam, co nie znaczy, że nie chciałam ;) Zrobię to, na co będę miała ochotę i w końcu mam czas na rysunek i malowanie. Z tego cieszę się niemniej niż z pozostałych rzeczy.
Telefon oczywiście milczy... Właśnie teraz, kiedy tak bardzo chciałabym, by zadzwonił. Właśnie teraz... Gdy tak bardzo tego potrzebuję. Jednak na to nie mam już wpływu. Ktoś tak chciał, niech więc tak będzie. Kiedyś to zrozumiem, kiedyś... ale jeszcze nie teraz.
aaa i image zmieniłam :) nadal jestem ruda, ale trochę krótsza!
czwartek, 18 czerwca 2009
mój cel. uciec do wrocławia i wszystko inne mieć głęboko.
Mam marzenie.
Chcę wyprowadzić się do Wrocławia. Właśnie tam. Już nie do ZG, teraz marzy mi się Wrocław. Chcę tam mieszkać, żyć, zająć się czymś pożytecznym. Tylko nie wiem od czego zacząć... Jak się za to zabrać.
Faceci to świnie - traktują nas jak przedmioty. Chyba coś im się pomyliło, poprzewracało w tych łepetynach! I jak tu znaleźć tego jednego jedynego, wśród tłumu chamów, gburów i prostaków, no jak?!
Telefon lżejszy o kolejny numer.
Chcę wyprowadzić się do Wrocławia. Właśnie tam. Już nie do ZG, teraz marzy mi się Wrocław. Chcę tam mieszkać, żyć, zająć się czymś pożytecznym. Tylko nie wiem od czego zacząć... Jak się za to zabrać.
Faceci to świnie - traktują nas jak przedmioty. Chyba coś im się pomyliło, poprzewracało w tych łepetynach! I jak tu znaleźć tego jednego jedynego, wśród tłumu chamów, gburów i prostaków, no jak?!
Telefon lżejszy o kolejny numer.
Taka mała, malutka...
Subskrybuj:
Posty (Atom)