wtorek, 7 lipca 2009

oooł jee-eee, chcę Ci powiedzieć I love you, I love you, I love you, I love you...

Ech, ci faceci...
Doszłam do wniosku, że mam potwornego pecha w tych sprawach. Damsko-męskich, oczywiście.
Jeden, najważniejszy dla mnie mężczyzna olał mnie... Może nie do końca olał, po prostu nie ma Go w moim zasięgu, czyli na jedno wychodzi. Drugi, okazał się skurwielem - ściemnia do wszystkich lasek i najgorsze w nim jest to, że my się, do cholery, znamy! Mi to przeszkadza, nie wiem jak innym laseczkom, nie rozmawiałam z nimi akurat o tym. Skurwiel, no. Nie pozostaje nic innego, jak rozkochać go w sobie i porzucić... Żeby choć raz, ktoś jego, a nie jak zawsze, on kogoś... Być może wtedy dotrze do niego, że rani osoby, może uda mu się wyciągnąć jakieś wnioski, bo głupi nie jest. Inteligentny nawet, powiedziałabym. Trzeci natomiast, który miał być moim tzw planem B, znalazł sobie jakąś laskę. Bawi mnie to, bo ona nosi różowe bluzki. Wiem wiem, nie ocenia się ludzi po wyglądzie, zapewne ma piękne wnętrze albo coś, ale pośmiać się mogę. Chyba nic innego mi nie pozostało. (i okazało się, że ją znam - o kurwa!)
No i cóż teraz począć mam?
Wydaje mi się, że znalazłam wspaniałego przyjaciela. Tego było mi trzeba. Ale faceta też chcę... Mówi się, że kiedy przestaje się szukać miłości, ona sama nas znajduje - miałam tak ze dwa razy, ale czy aby na pewno to prawda? Chciałabym, aby mnie w końcu znalazła... Bo ja kocham kochać!
Tęsknię za kimś, kto mógłby zająć to najważniejsze miejsce w moim świecie, w moim serduchu. Kto byłby mimo wszystko, bezinteresownie, z miłości. Czy ktoś taki w ogóle istnieje? Coraz częściej zaczynam mieć wątpliwości...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz